Robert Jusiński 

Robert Jusiński  - największy twardziel z pośród ultrasów Zabieganego Wołomina, obdarzony w równym stopniu mocnymi nogami jak i niezłomną psychiką, tak potrzebną w tego typu wyzwaniach. Mierzył się już z wieloma bardzo ciężkimi trasami, nie tylko w Polsce, ale i za granicą, a jego wyniki budzą szacunek i rozpalają naszą wyobraźnię. Były to biegi ultra o bardzo wysokiej skali trudności. Miarą tej skali jest nie tylko długość przebiegniętego dystansu, ale również ilość przewyższeń, które trzeba pokonać w górę i w dół, bo jeśli wydaje się wam, że  pokonywanie podbiegów jest trudne, to musicie spróbować stromych i kamienistych zbiegów. W jego biegowym portfolio znalazły się więc takie starty jak: Pieklo Czantorii 2017 - Ultra (dystans 61.90km /przewyższenia 4770+), Dalmacija Ultra-Trail® 2018-Mountain Dut (102.60km / 4410+) , The North Face Lavaredo Ultra Trail 2018 - Lavaredo Ultra Trail (119.80km / 5770+), Transgrancanaria 2020 (127.30km / 6550+). Więcej informacji o biegach Roberta znajdziecie na oficjalnej stronie organizacji ITRA: https://itra.run/runners/1067711-robert-jusinski. Warto wspomnieć, że wiele z tych biegów znajduje się na biegowych listach marzeń ultrasów na całym świecie, a więc samo wystartowanie w tych często kultowych dla biegaczy miejscach czyni z Roberta wyjątkowego zawodnika. 

 

Aby przybliżyć wam atmosferę górskiego ultramaratonu przeczytajcie co pisał Robert na swoim profilu FB w marcu 2020 roku, tuż po zakończeniu wyjątkowego biegu jakim jest niewątpliwie Transgrancanaria: "Bieg ukończony! 128km i +7500 m przewyższeń to dane oficjalne trasy. Początek sezonu miał być pozytywny i taki jest. Bieg ukończony, miejsce i czas bez znaczenia, otarcia i bąble na stopach zaraz zejdą, a wspomnienia pozostaną. Co do biegu, rozpoczyna się 1km odcinkiem po piaszczystej plaży w Las Palmas de Gran Canaria, potem promenadą i pod górę. W dół, w górę, coś po płaskim, szczególnie ulice, dużo odcinków asfaltowych. Kończy się noc, wychodzi słoneczko i zaczyna się wysuszanie zawodników. Szczyt Roque Nublo, to taka wisienka, od której miało być generalnie w dół, ale to tylko teoria, bo to akurat cross po technicznym terenie. Ostatnie 15 km to faktycznie w dół, wyschniętym korytem rzeki po luźnych kamieniach i tak do mety w Gran Canaria - Maspalomas . Organizacja super, punkty zaopatrzone we wszystko co potrzeba. " 

 

 

Jego miłość do biegania nie jest przypadkowa, gdyż w ósmej klasie szkoły podstawowej był wicemistrzem Polski w sztafecie olimpijskiej 800/400/200/100m, a potem zapalonym koszykarzem, rozgrywającym Przeciwlotnika Koszalin. Jego doskonałe przygotwanie fizyczne i wytrzymałościowe, też nie jest kwestią przypadku, gdyż Robert jest kwalifikowanym trenerem personalnym. Aktualnie stara się więc rozwijać swoją wiedzę na temat treningu oraz bardzo istotnego elementu biegów ultra jakim jest odżywianie. Możecie zapoznać się z artykułem jego autostwa na ten temat, który nosi tytuł "Odżywianie w Ultra". W kwestii przygotowania mentalnego zapewne bardzo pomaga mu to, że jako zawodowy żołnierz, w swoich poczynaniach jest niezwykle poukładany i zdyscyplinowany. Prywatnie Robert to spontaniczny, otwarty i przyjacielski facet, świetny towarzysz długich wybiegań. Choć w Wołominie mieszka od 1997r to niestety nie spotkacie go teraz na naszych biegowych ścieżkach, gdyż obowiązki służbowe rzuciły go do Norwegii. Z niecierpliwością czekamy na jego powrót! 

 

 

Kiedy dołączyłeś do drużyny Zabiegany Wołomin ?

 

Tak szczerze to nie pamiętam, ale kiedyś w lesie spotykałem chłopaków (Jarek Bąk, Paweł Kliglich). Mijaliśmy się wymieniając pozdrowienia i któregoś razu od słowa do słowa i się zaczęło. W sumie chyba też jestem w tej grupie od momentu jej powstania.

 

Jakie jest Twoje biegowe marzenie?

 

Bez dwóch zdań Ultra-Trail du Mont-Blanc (UTMB)  na dystansie 170km, które miało się spełnić w tym roku, ale z przyczyn wiadomych raczej nic z tego nie będzie. Byłem już w Chamonix w 2017 ale nie da się tego opowiedzieć. Żeby to zrozumieć trzeba tam być.

 

Co daje Ci bieganie?

 

Dobre pytanie, na które ciężko mi odpowiedzieć. Kiedyś mówiłem sobie, że to jeden z niewielu momentów kiedy mogę pogadać z kimś do mnie bardzo podobnym, na tym samym poziomie. Chciałem napisać, że czerpię z tego przyjemność. I tak jest ale tylko na spokojnym wybieganiu. Na solidnym treningu czy biegu górskim to czasami walka, o każdy pokonany metr i jak już się uda to wtedy mogę powiedzieć: yes I did it again! 

 

Opowiedź o Swoim pierwszym starcie w biegu ultra. Co Cię zaskoczyło ?

 

Nie wiem czy chcę to wspominać. Piekło Czantorii, to był mój pierwszy start i chyba wybrałem na debiut najcięższy bieg w Polsce, moim skromnym zdaniem. Ciekawe co sądzi o tym Kasia Marcinkiewicz, Andrzej Sasin i Jarek Rudnik, którzy też doświadczyli tej „przyjemności”, co prawda, na krótszych dystansach, ale wiedzą co to jest. Zaskoczyła mnie nie tylko skala trudności biegu, ale niemal prawie wszystko co wiązało się z tą imprezą, również pozytywnie, włącznie ze świetną pomidorową jaka była serwowana na jednym z punktów. Z jednej strony może to dobry bieg na debiut, bo już gorzej być nie może. 

 

 

Twoja najbardziej niebezpieczna chwila na biegu ultra?

 

To Szczawnica i Niepokorny Mnich w 2018 roku. Wszystko wydawało się, że jest w nalepszym porządku i czułem się naprawdę mocny. W pewnym momencie w czasie biegu dostałem smsa, że jestem na 13 pozycji i mam stratę ok 1:30 do 10 miejsca. Dla mnie wtedy to była jakaś nieprawdopodobna sytuacja. Co dzieje się dalej? Zaczyna się zbieg do Hotelu Perła Południa, wypada mi GPS, gonię go i nagle, leżę jak długi. Nie czuję  ręki w nadgarstku. Wyprzedza mnie dwóch kolegów i spadam na 15 miejsce. Adrenalina jednak robi swoje i chcę ścigać się dalej. Podejmuję decyzję o odpuszczeniu punktu odżywczego przy wspomnianym hotelu. Uznałem, że mam potrzebny zapas płynów i ruszam na trasę do walki o lepszą pozycję. Niestety bez powodzenia. Jak ktoś zna ten bieg to wie, ze zaraz zaczyna się podejście po betonowych płytach na odsłoniętej przestrzeni. Żeby było weselej to był najcieplejszy dzień w roku i słońce wysuszało niesamowicie. W pewnym momencie zdałem sobie również sprawę, że stawiam nienaturalnie lewą stopę. Zacząłem ją rozciągać, ale nic nie pomagało. Co więcej okazało się, że moje flaski na wodę są puste, a do punktu odżywczego pozostało jeszcze kilka kilometrów. Nie mogłem normalnie iść, a co dopiero biec. Nie wiem też jak udało mi się dotrzeć do Bacówki na Obidzy (931 m n.p.m.). Wypiłem tam 1.5l coli, 1.5l wody, zjadłem coś ciepłego i ruszyłem dalej. Chociaż już tym miejscu powinienem powiedzieć dosyć i się wycofać to z jakiś niezrozumiałych przyczyn postanowiłem męczyć się dalej. Po kilku kolejnych kilometrach sytuacja się powtórzyła, z tą różnicą, że stawiałem nienaturalnie już nie jedną, a dwie stopy. Byłem kompletnie odwodniony i moim celem było już tylko dotrzeć spokojnie do kolejnego punktu i zameldować „nie wykonanie” zadania. Okazało się, że takich biegaczy jak ja było wielu i oczekiwanie na transport przeciągnie się do ponad 90 minut. Postanowiłem zadzwonić do żony i poprosiłem o jakiś inny trasport i wtedy dostałem kolejny zły news. Andrzej Sasin zameldował się już na mecie, ale też nie ukończył biegu. To chyba była dla mnie najbardziej niebezpieczny moment, który przekułem na kolejne biegi. Zebrane w Szczawnicy doświadczenia zaowocowały tym, że podobne przypadki, odpukać, już mnie nie doświadczyły. Nadgarstek jednak czułem cały rok!

 

 

Najpiękniejsze miejsce w którym biegałeś ?

 

Każde mniejsce ma swój urok, wiele zależy od pogody. Co innego bieganie we mgle, deszczu, chmurach, że nie wiadomo co jest obok, a co innego przy pięknej pogodzie. Zawsze jak się coś widzi po raz pierwszy to się zachwycamy, widząc to po raz kolejny już takiego wrażenia nie robi. Pomimo piękna norweskich fjordów, stwierdzam, że to nasze góry są rewelacyjne.

 

Z jakich swoich biegów na zawodach jesteś najbardziej dumny?

 

Ze wszystkich ukończonych, gdzie mogłem spojrzeć w lustro i powiedzieć: job well done.

 

Co powiesz tym którzy by chcieli rozpocząć przygodę z bieganiem ?

 

Ruszcie dupy, idzcie na spacer, spróbujcie potruchtać, jak ciężko to dalej spacer. Kolejnym razem będzie lepiej. Przyjdzcie na „trening” z naszą grupą, pomożemy każdemu bez względu na stopień zaawansowania. Każda kolejna osoba to wielki sukces nas wszystkich. To nasza walka o zdrowie, o smukłe sylwetki, o poczucie własnych wartości. Kto przyjdzie, na pewno wróci!

 

 

 

08 maja 2020
zabiegany Wołomin
zabiegany Wołomin