Samotny atak na lody w Sterdyni - wycieczka rowerowa Kasi Zgody 

W jeden dzień 200 km na rowerze trekingowym, prawie 10 godzin w siodle plus czas na mały odpoczynek i kawę to rajd, jaki sobie zafundowałam. Polecam tę trasę szczególnie na rower szosowy, bo warunki na drodze są dobre (i można ją pokonać szybciej), a treking warto podzielić na etapy. Na taki rower to bardzo długi dystans i trzeba się trochę przygotować. Trasę już dobrze znałam i wiedziałam jak jechać, żeby osiągnąć cel. Założenie miałam proste – jadę do Sterdyni na lody! Zaraz po lodach w Augustowie to kolejny punkt z lodami, który warto odwiedzić :)

 

 

Miejsca docelowego nie wybrałam przypadkiem. To wieś, do której przyjeżdżałam w dzieciństwie i niedaleko stał dom moich pradziadków. Planując takie trasy, warto wracać do wspomnień, wybierać miejsca, w które dotarliśmy już samochodem, a teraz możemy pokonać rowerem. W planie miałam min 100 km w jedną stronę, czyli tyle ile wiedziałam, że przejadę i mnie nie wymęczy, bo takie odcinki trekingiem już pokonywałam (także z obciążeniem, czyli z sakwami). Miałam dojechać na lody, odwiedzić stare miejsca, spotkać znajomych, odpocząć, zjeść obiad i wracać. Asekuracyjnie przygotowałam plan a i b, czyli wracam umówionym samochodem lub z najbliższej stacji pkp pociągiem – tu zawsze na dojazd dokręcę parę kilometrów ;)

 

 

O tym, by przejechać cała trasę po cichu marzyłam, ale nie sądziłam, że wytrzymam. Taką propozycję przejazdu całości miałam kilka dni wcześniej. Kiedy usłyszałam „dasz radę” to pomysł zaczął kiełkować w głowie, co nie dawało mi spokoju. Tego dnia warunki na trasie były doskonałe, wręcz wymarzone. Nie za gorąco, nie za zimno, słoneczko, w opisach prognozy pogody dzień bezwietrzny ewentualnie z lekkim wiaterkiem północno-wschodnim. który przy moim „ulubionym umiarkowanym” jest niezauważalny.

 

 

Trasa zasadniczo łatwa. Do Liwu gładko, potem zjazd i podjazd na nawrotce, a wzniesienia podobne do tych na Warmii (jak ktoś jeździł i zna okolice Nidzicy, może sobie wyobrazić) zaczynają się za Sokołowem i kończą dojazdem do wyznaczonej miejscowości. Na wysokości Liwu rozważałam już powrót na dwóch kołach. Ostatecznie decyzja zapadła na miejscu – zapewne te lody miały taką moc, że nie mogłam się oprzeć! Podczas powrotu najbardziej o bawiałam się usterki technicznej, która spowoduje, że nie będę miała szans próbować dalej lub znacząco wydłużę moją podróż. Przy tempie, jakie może rozwinąć treking i dystansie, jaki zrobiłam, uważam że czas wyszedł mi naprawdę przyzwoity. Udało się szczęśliwie dojechać bez niepotrzebnych atrakcji. Ze sobą miałam małą sakwę z awaryjnym ubraniem na „przepak”, kable
do ładowania (telefon/ zegarek), dodatkową bardzo dobrą latarkę montowaną do roweru (na wypadek powrotu w nocy), zapasowe picie, kosmetyczkę ...nie ma ważniejszej rzeczy na wyprawie :)

 

 

Przez ten czas robiłam bardzo krótkie przerwy na wyprost i zrobienie zdjęcia, dwie małe przerwy na przegryzkę, szybką kawę itp. oraz jedną główną na odpoczynek i wyczekane lody. Piłam wodę i izotonik w dużych ilościach oraz jadłam głowinie bułki i rogaliki z czekoladą (po czasie dochodzę do wniosku, że zabrakło czegoś treściwego ale po objechaniu green velo wiem, że w moim przypadku obfity posiłek to chwilowy spadek energii i czas na spanie – a tu nie było czasu). 

 

 

Wszystkim Zabieganym, pasjonatom rowerów polecam takie wyprawy (może w nico krótszym wydaniu). Trasa mojego rajdu prowadziła m. in. przy Szlaku Wielkiego Gościńca Litewskiego. Oprócz walorów przyrodniczych, można było zobaczyć Zamek Liw, gdzie w odbudowanym dworze kancelarii oraz w wieży bramnej gotyckiego zamku swoją siedzibę ma muzeum historyczne, Zalew Węgrowski, który powstał w starorzeczu rzeki Liwiec (dopływ Bugu). Zalew można objechać rowerem albo skorzystać z kąpieliska lub wypożyczali sprzętu wodnego w sezonie letnim.

 

 

Ponad to wyremontowany budynek dawnej Cukrowni w Sokołowie Podlaskim z XIX wieku z ciekawymi muralami, zespół pałacowo-parkowy w Sterdyni z przełomu XVII-XVIII w. - niestety okres pandemii spowodował, ze pałac w którym był hotel-spa został zamknięty, drewniany kościół w Seroczynie z XVIII wieku oraz przejechać szlakami Nadburzańskiego Szlaku Rowerowego, Szlakiem PTTK od Kamieńczyka do Łazówka lub Śladami Nadbużańskich Twórców Ludowych. 

 

 

 

Pełny podgląd trasy: https://www.relive.cc/view/v36ArkBD8Zq

 

 

autor: Kasia Zgoda

21 czerwca 2020
zabiegany Wołomin
zabiegany Wołomin