Piekło Czantorii 2021

W weekend 19-21 listopada trójka Zabieganych podjęła się niesamowitego wyzwania, które świadczy o wyjątkowej odwadze i determinacji. Kasia Zgoda wzięła udział w biegu na dystansie 24 km, na którym łącznie miała do pokonania ponad 2200 metrów przewyższeń. Jak na taki dystans to praktycznie same podbiegi i zbiegi !!!

 

Agnieszka i Tomek podjęli się zaś zadania, które dla większości śmiertelników wydaje się niemożliwością. W trakcie 71 kilometrów pokonali oni ponad 5780 m przewyższeń! To wysokość prawie taka jaką ma najwyższy szczyt Afryki Kilimandżaro. Poniżej przedstawiamy Wam relację samych zawodników z tej niesamowitej przygody:

 

Agnieszka Rutkowska:

„Piekło Czantorii bieg z najwyższej półki tych trudnych 72km, 5780m up. Byłam ponad 17 godzin na trasie dokładnie 17 godzin 26 minut i 25 sekund zaledwie pół godziny przed limitem całe szczęście nie było DNF ...Nie goniłam za wynikiem, liczyły się tylko 4 punkty ITRA. Trudność tego biegu polega na pokonaniu trzech piekielnie ciężkich pętli. Pętle składają się w większej części ze stromych podejść. Osobiście miałam wrażenie, że ciągle jest pod górę. Nawet wtedy, kiedy już wydaje się być z górki, trasa skręca tak, że znowu jest w górę no, ale gdzieś te przewyższenie trzeba zrobić. Dodatkowo akcja w większości dzieje się w nocy. W tym roku dodatkowym utrudnieniem była pogoda. Ciągła mżawka, mgła, widoczność na 2 metry (prawie zerowa), śliskie błoto, kamienie przysypane liśćmi.

 

 

Pierwszą pętle pokonałam najszybciej z trzech (4.5h) leciałam w grupie, na oślep, widziałam tylko nie dalej niż następny krok trzy razy się zagalopowałam, źle pobiegłam, ktoś za każdym razem całe szczęście mnie w porę zawrócił, słyszałam

"WRACAJ!!!" Trasa była nieźle oznaczona odblaskami i taśmami organizatora, ale w tej ciemności i mgle, trudne do zauważenia.

 

 

Na drugą pętle ruszyłam o 00.30, Towarzystwo się już trochę rozciągnęło i biegłam sama. To dopiero było wyzwanie, musiałam się bardzo pilnować, żeby nie zbłądzić. Zniknęła mgła, obraz zrobił się ostrzejszy, poczułam się pewniej, mogłam zbiegać tak jak lubię i wtedy było bach wyłożyłam się jak największa ofiara całe szczęście tylko rozbiłam kolano i mogłam kontynuować bieg. Nie obyło się jednak bez zbłądzenia nie pamiętałam w pewnym momencie z pierwszej pętli, czy było w lewo czy prawo i straciłam ze 40 min, nim się połapałam i zaczęłam zawracać.

 

 

Na trzecią pętle wyszłam 6.30 Rano, kiedy już zaczęło świtać. Co za ulga, że nareszcie mogłam normalnie wszystko widzieć. Na trasie zaczęły pojawiać się już zawodnicy z dystansu dwóch pętli, a potem jednej. Z zazdrością patrzyłam na ich świeżość i rześkość kroku ja już tylko człapałam do mety i robiłam kalkulacje zdążę/nie zdążę.

Nogi miałam mega zajechane, nie mogłam już zbiegać. Z podchodzeniem pod górę też nie było lepiej, chwilami chciałam tylko stanąć i się rozpłakać. Zwieńczeniem trzech powtarzających się pętli, na dobitkę, na sam koniec, było półtora kilometrowe podejście znowu w górę, znowu strome, pod wyciągiem na metę. To był prawdziwy przysłowiowy gwóźdź do trumny. Nie wiem naprawdę jak ja przeszłam przez to piekło. Dziś boli mnie dosłownie wszystko.”

 

Kasia Zgoda:

„Piekło Czantorii 2021 i mój mały wkład w ten piekielnie trudny bieg. Powrót do biegania po górkach idzie w dobrym kierunku.

 

 

Bestyja i demony pokonane. Lataliśmy na 24 km pętli z ponad 2200m przewyższeniem i finisz w pięknym stylu po prawie 1,5 km ścianie– naprawdę można było pocisnąć, robiłam to chyba z godzinę. Trudna, wymagająca uwagi trasa, strome zbiegi i „podbiegi”. Ból, łzy i radość na mecie, że się udało i że to się wreszcie skończyło. Chwil zwątpienia było mnóstwo, ale ja miałam swój osobisty cel, czas na przemyślenia. Garmin wysiadał, ja byłam blisko. Nie sądziłam, że będzie tak ciężko. Było ślisko, mgliście, stromo. Po Roztoczu byłam lepiej przygotowana z magnesem, problemy już mniejsze, ale dalej towarzyszyły. Pierwszy raz nie mogłam jeść, jedynie płyny wchodził, ale i tak w ograniczonym zakresie (całość poszła na izo, wodzie i coli plus żele i szoty/ magnes i minerały). Szkoda, bo bufety mieli rewelacyjne; niczego nie brakowało; było słodko-słono-wytrawnie; było wszystko, także dobrze oznaczona trasa i świetni wolontariusze.

 

 

Tak minął ten wspaniały weekend w pięknym Ustroniu. Czy polecam? - jeszcze nie, póki co wszystko boli…, może za jakiś czas zmienię zdanie. Można zawsze poleżeć na kanapie w weekendowym czasie, ale czy warto?!. Z pewnością do tego biegu trzeba się dobrze przygotować i to bardzo w pionie.

Poza wyjątkową trasą niezwykle piękne okazały się też medale, wykonane ręcznie przez osoby zmagające się z trudnościami natury psychicznej z Dziennego Ośrodka Wsparcia dla Osób z Problemami Zdrowia Psychicznego w Cieszynie – i tym mnie zdobyli . To tam podczas terapii w pracowni ceramicznej wykonywane są te piękne trofea – teraz mam i ja, i jest to mój najcenniejszy, i najbardziej osobisty medal.

 

 

Gratuluję Zabieganym: Agnieszce i Tomkowi wspaniałego wyścigu na 70km trasie - jesteście super! Całuję biegowych znajomych z Lublina, których miałam okazję spotkać. Dziękuję Gabrysi za ogarnięcie tematu spania i za "wszystkie kciuki" - szczególnie mojemu tacie, który zawsze pyta po zawodach: Wygrałaś?! Tym razem powiedziałam TAK! I oby ta "wygrana" towarzyszyła mi w życiu dalej. Bieg, jak zawsze dedykuję mojemu dziecku.”

 

 

Tom Bike:

„To już tydzień minął,. A nogi dalej płaczą. 19.11.2021 o 20tej wystartowałem w biegu Piekło Czantorii, na dystansie Przepieron 72km, o przewyższeniu ok 6000m. 3 pętelki po 23km i wisienka w postaci finiszu 1400m, z przewyższeniem 450m-wzdłuż wyciągu na Czantorię. Lekka mżawka na starcie sprawiła, że podłoże szybko przerodziło się w brejkę. Do tego luźne kamienie mocno przerzedziło stawkę. 58 zawodników, nie ukończyło wyzwania.

 

 

 

Od samego startu, gęsta mgła tak silnie spowiła trasę, że ograniczyła widoczność do 15m. Trudy walki z własnymi słabościami, rekompensowały wypasione bufety. Szczęście, że głowa pociągnęła resztę ciała. I tak po niespełna 14,5h wczłapałem się na upragnioną metę. Gratuluję Kasi Zgoda i Adze Rutkowskiej, pokonania mocnego wyzwania.”

 

03 grudnia 2021
zabiegany Wołomin
zabiegany Wołomin