Maciej Szczotko

Maciej biega z nami już od dłuższego czasu, dlatego nadszedł moment, żebyśmy dowiedzieli się o nim czegoś więcej.

 

Całe swoje życie spędził w Wołominie, tu się urodził i dorastał.

Zawodowo jest mikrobiologiem i pracuje dla Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Narodowego Instytutu Badawczego w Warszawie. W wolnym czasie daleko mu jednak do badania mikroorganizmów. Kiedy nie spędza czasu ze swoimi dziewczynami, czyli żoną i córką, gra na perkusji. Jest perkusistą w zespole Asspirine, liczymy, że kiedyś zaprosi nas na koncert. Jak przystało na fana Gwiezdnych Wojen, zaczytuje się w fantasy, ale lubi też kryminały. To artystyczna dusza, która prezentuje swoje umiejętności nie tylko w dźwiękach, lecz także maluję figurki do strategicznych gier bitewnych.

 

Od kiedy biegasz?

To dość skomplikowane. Biegać zaczynałem kilkukrotnie i zawsze kończyło się to dłuższą lub krótszą przerwą spowodowaną lenistwem albo drobnymi kontuzjami. Tak naprawdę wróciłem do tego od połowy 2018 roku i od tego czasu biegam już regularnie.

Kiedy dołączyłeś do ekipy ZW?

Generalnie zacznę od tego, że nie lubię się zrzeszać i z tym dołączeniem szło mi dość opornie. Na szczęście, szybko przekonałem się, że z TAKĄ ekipą biega się naprawdę super, a oprócz samego biegania (które wszystkich tu łączy) jest to przede wszystkim grupa ciekawych ludzi, którzy mają różne zainteresowania i pasje i z którymi zawsze jest miło spędzać czas. To mnie przekonało. Podsumowując, do ZW dołączyłem jakoś w drugiej połowie 2019 roku i zdecydowanie była to świetna decyzja.

 



Co Ci daje bieganie?

Spokój w głowie i wolność. To chyba najtrafniejsza definicja mojej relacji z bieganiem. Na początku była to droga do celu, czyli do zrzucenia sporej liczby kilogramów, które jakoś „nagle” mnie dopadły 😊 Potem, kiedy cel został osiągnięty, bieganie zostało ze mną i zacząłem dostrzegać w nim cel sam w sobie. Mało jest sportów, które tak niewiele wymagają w sensie sprzętu, warunków, odpowiedniego miejsca do jego uprawiania i konieczności udziału osób trzecich, jak np. w sportach drużynowych. Wystarczy założyć buty, coś wygodnego i można śmigać. W zasadzie jest to też jakaś forma wolności, co przekłada się również na dobrą kondycję, zarówno fizyczną, jak i psychiczną. Wolność również dlatego, bo sam decydujesz, gdzie dzisiaj będziesz biegać i jak ten bieg będzie wyglądał. Las, łąka, pagórki czy miejskie szlaki dają w okolicy Wołomina całkiem spory wybór. Po dobrym treningu biegowym w otoczeniu przyrody człowiek od razu pozbywa się bałaganu z głowy, a stery przejmują endorfiny, które wytwarzają się w naszym organizmie podczas biegu. Fajny stan. Lubię go i w zasadzie to jest dla mnie w tym całym bieganiu najważniejsze. Dodatkowo, „poukładany” i regularny trening buduje w nas nawyk codziennej systematyczności i kształtuje charakter. To też ważne i czuję, że pomaga mi na co dzień.

Jakie masz biegowe marzenia?

Nie wiem, czy mam marzenia. Bardziej cele do zrealizowania. Na ten rok to zaliczyć przynajmniej jeden dystans ULTRA (>60 km) i ponownie poprawić czas w maratonie. Tylko tyle i aż tyle. A jeśli chodzi o sferę marzeń, to oby nadal trenować i mieć z tego dużo radości, a jednocześnie nie łapać kontuzji.

 

Z jakich biegowych osiągnięć jesteś najbardziej dumny?

Na pewno z tego, że od kilku lat robię to regularnie i nie miałem większych przerw. To jest wielki powód do dumy, bo wiem, jak to u mnie wyglądało wcześniej. Słomiany zapał, bieganie od czasu do czasu albo za dużo na raz i potem przerwa spowodowana kontuzją. Cieszę się więc, że teraz wygląda to inaczej. Jeśli mam się odnieść do konkretnych rzeczy, to na pewno ukończenie maratonu, raz w formacie wirtualnym (Poznań 2020 r.) i w zeszłym roku udział i ukończenie Maratonu Warszawskiego w klasycznej formie na trasie, z innymi biegaczami i kibicami. Czad!

 



Co powiesz tym, którzy chcieliby rozpocząć przygodę z bieganiem?

Powiem krótko: „Zakładajcie buty i pobiegajcie”. Wiem, to brzmi prosto, ale jest prawdziwe. Nie trzeba dorabiać do tego żadnych teorii. Nikt nie zaczyna tego sportu „przyjemnie”. Nie oszukujmy się. Pierwsze tygodnie, a czasem nawet miesiące to dość trudny czas. Nikt nie lubi być zdyszanym, zmęczonym, spoconym, a co też ważne, uświadomionym negatywnie: „jak to ja nie mogę przebiec 1 km ciągiem?!”. Niestety, trzeba przez to przebrnąć, a potem zdecydować, czy masz z tego przyjemność, czy nie. Jeśli tak, to prawdopodobnie bieganie zostanie z Tobą na dłużej, a być może znajdziesz w tej aktywności jeszcze więcej plusów. U mnie tak było. Jeśli nie, nic na siłę. Jest sporo innych fajnych zajęć i niech każdy robi to, na co ma ochotę i z czego czerpie radość. Warto też zaczynać biegać z kimś, kto ma już jakieś doświadczenie. Polecam też przyjść na trening Zabieganego Wołomina, a tam można spotkać dobrych ludzi, którzy pomogą przebrnąć przez ten ciężki okres początkowy, zmotywują do rozwoju i sprawią, że nie tylko zostaniesz przy bieganiu, lecz wręcz będziesz się dziwnie czuł/czuła, jeśli kilka dni z rzędu nie założysz butów i nie wyjdziesz na jakikolwiek trening! Tego życzę wszystkim, którzy chcą spróbować swoich sił z bieganiem. Warto.

25 stycznia 2022
zabiegany Wołomin
zabiegany Wołomin