Krzysztof Lorens

Krzysztof Lorens - Wołominiak z krwi i kości, gdyż urodził się i wychował w naszym pięknym mieście. Szczęśliwie żonaty z cudowną Kasią, która towarzyszy mu nie tylko w życiu rodzinnym, ale również w pasjach jakimi są góry i bieganie. Bardzo kibicują im trzej synowie: Dominik oraz bliźniacy Tomasz i Szymon. Od 15 lat pracuje w międzynarodowej korporacji, gdzie zajmuje się obszarami IT. Uwielbia pływać, a pierwsze treningi pływackie odbywał jeszcze na starym wołomińskim basenie, więc rozumiecie, że robi to już dosyć długo!!  Swego czasu zrobił nawet kurs młodszego ratownika i był na tyle dobry, że zdał wszystkie potrzebne ku temu egzaminy. Kocha góry!  Jego przygoda z górskimi wędrówkami zaczęła się już w liceum, a zainspirował go nauczyciel, który zabierał ich wtedy na różne wyprawy. Ta miłość do gór doprowadziła go w 2020r. na najwyższy do tej pory zdobyty szczyt to Tubkal (najwyższy szczyt Maroko i gór Atlas, 4167 m n.p.m. jednocześnie najwyższy szczyt Afryki Północnej). To była jak do tej pory największa przygoda życia i oczywiście dokonali tego razem z Kasią! 

 

zdjęcie: w drodze na Tubkal
 

Od kiedy biegasz?

 

Impulsem do wzięcia się za siebie był wyjazd w góry z najlepszym szwagrem na ziemi (też Krzysztofem). To było październik w 2017 roku. Uwielbiałem chodzić po górach, ale zarzuciłem to zaraz po szkole średniej (nawet Rysy wtedy zdobyłem). Okazało się, że podczas naszej wędrówki sapałem jak stary parowóz, zalewałem się potem, a pod mocniejsze wzniesienia musiałem robić przerwy, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie miałem siły!  To była taka czerwona lampka, która sprawiła, że po powrocie zacząłem chodzić z siostrą na „kijki”. Było to 1x w tygodniu i szybko okazało się, że jest dla mnie za mało. Potem dorzuciłem pływanie 2x w tygodniu, jednak po jakimś czasie znowu mi czegoś brakowało. Tak oto na przełomie 2017-2018 roku zainteresowałem się bieganiem, a w zasadzie na początku był to po prostu marszobieg.

 

 

 

Kiedy dołączyłeś do drużyny Zabiegany Wołomin ?

 

Moja kochana żona namówiła mnie żebyśmy skoczyli razem na SFNT (Strasznie Fajny Nocny Trening). To było chyba wydanie #7 albo #8, i od tamtej pory biegam regularnie.

 

fot. Bieg Niepodległości, Poznań. 

 

Co daje ci bieganie ?

 

Jest to moje 5 minut, tylko dla mnie, wyłączam się wtedy, nie myślę o niczym taki można powiedzieć reset, wracam po biegu zmęczony fizycznie, ale za to wypoczęty psychicznie.

 

fot. na treningu

 

Jakie jest Twoje biegowe marzenie? 

 

Kiedyś marzyłem, żeby przebiec od kapliczki (róg Lipińskiej i Niepodległości) do cmentarza, jest to niecałe 2 km, potem było 5 km, następnie 10 km, a jakiś czas temu udało mi się przebiec treningowo dystans półmaratonu poniżej 2h!  Chciałbym kiedyś wystartować w prawdziwym półmaratonie, prawdziwych zawodach,  ale za każdym razem kiedy nadarza się taka okazja, to mam mocne dylematy: czy jestem przygotowany, czy dam rade, czy trema mnie nie zje. Wystartowanie w prawdziwym półmaratonie  jest moim marzeniem.

 

 

Co powiesz tym którzy by chcieli rozpocząć przygodę z bieganiem ?

 

Ja zacząłem swoją przygodę z bieganiem od rozpiski zawartej w tym artykule https://natemat.pl/blogi/bieganie/5617,jak-zaczac-biegac-bieganie-bez-wypluwania-pluc-czyli-przewodnik-poczatkujacego-biegacza# i pozwoliła mi ona płynnie wejść w świat biegów, bez wypluwania płuc i bez kontuzji.

 

 

 

13 sierpnia 2020
zabiegany Wołomin
zabiegany Wołomin