Kamil Krauze

Kamil Krauze – chłopak z Mazur. Urodził się i mieszkał w Działdowie do 19 roku życia. W Wołominie mieszka od 8 lat za sprawą swojej żony  Agnieszki (która z resztą, amatorsko również biega) i córek (4 i 6 lat), które również zaczyna zarażać swoją pasją. Odkąd tylko poznał nasze miasto od razu zeksplorował większość biegowych ścieżek, szczególnie w okolicy Rezerwatu Grabicz i Górek Mironowskich. Kamil ze sportem jest związany od dziecka i nie wyobraża sobie życia bez niego. W dzieciństwie próbował kilku dyscyplin sportowych, jak koszykówka czy piłka nożna, zanim przekonał się do lekkoatletyki. Od tego momentu, a było to 20 lat, zajmuje się wyłącznie bieganiem. Zaczynał od międzyszkolnych zawodów. Okazało się, że jako młody chłopak w 1 klasie gimnazjum ma potencjał biegać – 1km pobiegł poniżej 3 minut. Trener działdowskiego klubu sportowego zaproponował mu współpracę i pod jego okiem  rozwinął skrzydła. Karierę wyczynowca kontynuował do czwartego roku studiów dziennych na Akademii Wychowania Fizycznego. Sumiennie uczył się i trenował odpierając pokusy życia studenckiego. Tradycje rodzinne oraz marzenia zawodowe sprawiły, że udało mu się dostać w szeregi Państwowej Straży Pożarnej. Dziś łączy gaszenie pożarów, z pracą trenera biegania. Umiejętność obserwacji i analityczne myślenie oraz duże doświadczenie sprawiają, że tworzenie planu treningowego jest dla niego przyjemnością. Kamil jest optymistą i perfekcjonistą w każdej dziedzinie, której się podejmie. Jest osobą bardzo ambitną, a jako trener bardzo profesjonalnie podchodzi do swojego fachu. Jest otwarty, życzliwy i nikomu nie odmawia podzielenia się swoim doświadczeniem i wiedzą.

 

fot. Mistrzostwa Polski Młodzików  - Siedlce 

 

Kiedy dołączyłeś do Zabieganego Wołomina?

 

Dokładnie nie pamiętam, ale to było mniej więcej 2 lata temu. Świetnie mieć grupę ludzi w okolicy, z którymi można wspólnie biegać. Jarek Bąk jest głównym inicjatorem tej grupy i wielkie brawa dla niego! Osobiście namówił mnie do dołączenia do Zabieganych, gdy pewnego ranka nasze ścieżki biegowe się skrzyżowały. Biegnąc z kilkoma innymi osobami powiedział: „nie musisz biegać w samotności, dołącz do nas!”. Dziękuję mu za to bardzo. Przyjemnie jest biegać samemu, ale fajnie jest też utożsamiać się z lokalną społecznością i wzajemnie wspierać. To długa historia, ale sam kiedyś byłem inicjatorem grupy sportowej, z której powstało stowarzyszenie „Uczniowski Klub Sportowy Gazela Wołomin”. Moim celem było, aby jako trener oficjalnie przygotowywać dzieci i młodzież  do zawodów z kalendarza Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Brałem przykład od swojego byłego trenera Jacka Cytłała, któremu zawdzięczam wszystkie swoje osiągnięcia sportowe. Treningi prowadziłem również dla dorosłych , dwa razy w tygodniu. Z powodu obowiązków rodzinnych oraz natłoku papierkowej roboty związanej z klubem, musiałem zamknąć UKS. Dziękuję świetnym biegaczom jak Dariusz Król, Leszek Stępień, Kamil Herman i wielu innym sympatykom biegania, którzy pomogli mi założyć klub i go prowadzić.

 

Jakie jest Twoje biegowe marzenie?

 

Marzyłem, aby pojechać na Igrzyska Olimpijskie i wystartować w mojej koronnej konkurencji, jaką było 3000 m z przeszkodami.  Marzenia niestety nie udało mi się spełnić, choć było blisko.  Aktualnie realnym marzeniem jest pobiegnięcie 10 km w czasie poniżej 31 minut z racji tego, że jestem rasowym szosowym szybkościowcem. Bardzo gratuluję mojemu koledze Jackowi Wichowskiemu, który pobiegł w tym roku nieoficjalnie 30’21 na 10 km. Kiedyś ścigaliśmy się na bieżni, a teraz on dał radę, więc może i mnie się uda.

 

Jak trenujesz?

 

Od 7 lat zajmuję się układaniem planów treningowych dla biegaczy, więc w ostatniej kolejności pomyślę też o sobie (śmiech). W każdą  niedzielę układam plan na kolejny tydzień. Jest w naszej grupie sporo świadomych biegaczy, którzy wiedzą jak trenować i wspominali o tym w swoich opisach. Klasyczna koncepcja to 1 lub 2 akcenty treningowe (mocny trening), jeden najdłuższy w weekend, a reszta to opakowanie, czyli biegi regeneracyjne zwiększające wymaganą objętość tygodniową w zależności od zaawansowania i celu.

 

Z jakiego biegu jesteś najbardziej dumny?

 

Najbardziej jestem dumny z ukoronowania swojej formy pod okiem Jacka Cytlała w 2006 roku. Dzięki niemu wygrywałem prawie wszystkie najważniejsze imprezy biegowe PZLA w swojej kategorii wiekowej. Halowe Mistrzostwa Polski Juniorów  - I miejsce, Przełajowe Mistrzostwa Polski Juniorów  - II miejsce (tutaj otarłem się o awans na Przełajowe Mistrzostwa Świata Juniorów w Tokyo – tylko pierwszy zawodnik leciał na mistrzostwa) oraz 2 konkurencje w Mistrzostwach Polski Juniorów (MPJ) na stadionie na dystansie 3000 m z przeszkodami -  I miejsce i następnego dnia 5000 m -  V miejsce z czasem 15’00,82. W 2006 roku starałem się również o minimum PZLA na Mistrzostwa Świata Juniorów w Pekinie, które wynosiło poniżej 8:50,00 na 3000 m z przeszkodami. Przez 4 lipcowe tygodnie, z najwyższą formą jaką kiedykolwiek miałem, próbowałem to osiągnąć. Pierwszego lipca startowałem w Warszawie na mityngu na 1500 m z czasem 3’56,93, tydzień później na MPJ na 3000 m z przeszkodami, gdzie zabrakło 5 sekund. Na dokładkę pobiegłem następnego dnia 5000 m. W drugim tygodniu pobiegłem w Warszawie 1500 z czasem 3’56,61, aby zróżnicować politykę startową i poprawić szybkość. Trzeci tydzień to był już ostateczny termin. Trafiło na Mistrzostwa Polski Seniorów, czyli ze sporo starszymi zawodnikami rangi mistrzowskiej (kategoria wiekowa juniorów to 18-19 lat, seniorów powyżej 24 roku życia – w tamtym wieku jeden rok miał bardzo duże znaczenie). Wyobraźcie sobie, że zabrakło mi niecałą sekundę - minąłem linię mety z czasem 8’50,86… Wspomnę jeszcze, że  miałem przez jakiś czas halowy rekord Polski Młodzików (w wieku 14 lat) na dystansie 2000 m z czasem w okolicy 5’42. To były czas.

 

 

Najbardziej trudna lub niebezpieczna sytuacja podczas zawodów?

 

Dokładnie nie pamiętam kiedy, ale w wieku 15 lat jako junior młodszy starałem się poprawić rekord Polski na 2000 m z przeszkodami, rekord należał wtedy do Marcina Chabowskiego (około 5:48). Wspólnie z trenerem ustaliliśmy, że jestem w stanie to osiągnąć tylko nie mogłem popełnić błędu… popełniłem aż dwa. Po pierwsze pierwszy kilometr pobiegłem za szybko, bo w czasie około 2’45 (wystarczyło pobiec w czasie 2’53). Pomyślałem: „Ok, trochę zapasu nie zaszkodzi” , chociaż trener był niezadowolony i krzyczał: „Za szybko!”. Drugi błąd był nie wybaczalny! Jak można biec o rekord Polski i uderzyć kolanem w wielką grubą drewnianą belkę od przeszkody?!  W jednej chwili z pierwszego toru na bieżni znalazłem się na ostatnim - szóstym torze. Nie wiem jak to zrobiłem, ale przekoziołkowałem kilka razy i wstałem. Pod wpływem adrenaliny nie przejmując się nogą pobiegłem dalej wracając na pierwszy tor. Z 60 metrowej przewagi nad rywalami zrobiła się tylko 20 metrowa i nadal malała. W parę sekund uświadomiłem sobie, że jeśli dobiegnę to będzie cud, nie mówiąc już o wygraniu. Gdy minąłem metę byłem zaledwie 2 metry przed drugim zawodnikiem. Czas już był nie ważny, a skończyłem z czasem ledwie poniżej 6 minut. Miałem także nietypowy moment, w którym przestałem wierzyć w siebie. Były to Mistrzostwa Polski kiedy musiałem startować w dwóch konkurencjach dzień po dniu. Pierwszego dnia 3000 m z przeszkodami, a następnego dnia 5000 m. Teraz wiem z czym mierzy się Marcin Lewandowski lub Adam Kszczot na Mistrzostwach Europy w drodze eliminacji do finału. Za metą mówiłem sobie mając mroczki przed oczami, że na pewno nie pobiegnę jutro! Przecież ja kompletnie nie mam sił! Do tej pory nie wiem jak to zrobiłem, że pobiegłem równie dobrze na obu dystansach - bez trenera nie byłoby to możliwe.

fot. Obóz sportowy w Wiśle, spotkanie  z Tomaszem Adamkiem i Emilem Dobrowolskim 

 

Co powiesz tym, którzy chcieliby rozpocząć przygodę z bieganiem?

 

Bieganie jest sportem indywidualnym. Jeśli chcecie zacząć biegać, musicie sami podjąć decyzję i postawić sobie cel. Od celu trzeba zacząć, a ich może być nieskończenie wiele: lepsza kondycja, zrzucenie wagi, dłuższy dystans lub lepszy czas. Każdy powód jest dobry. Gdy postawicie sobie cel, ustalcie plan jak go osiągnąć. Lepszy jest zły plan, niż jego brak. Podstawowy sprzęt biegacza, to oczywiście buty do biegania i strój sportowy, potem trzeba podtrzymać motywację. Pamiętajcie, aby prowadzić dzienniczek treningowy, a do tego przyda się zegarek z GPS-em i mierzeniem tętna. Nie musicie wrzucać na fejsa każdego treningu, ale np. wtedy, gdy brakuje Wam motywacji. Koledzy i koleżanki na pewno dodadzą Wam otuchy i dadzą pozytywnego „kopa”. Gdy będziecie mieć chwile zwątpienia przypomnijcie sobie najmocniejszy trening, jaki wykonaliście lub zawody, w których doskonale Wam poszło. Zwracajcie uwagę na małe rzeczy, ponieważ te też są ważne. Jeżeli chcecie zacząć jutro, to już dziś wieczorem, przed spaniem przygotujcie strój i buty do biegania. A rano nogi same Was poniosą i osiągniecie swój cel prędzej czy później!

fot. Podium Biegu Andrzejkowego 2019, od lewej Kamil Krauze, Michał Kawa, Adrian Szewczyk 

 

 

28 maja 2020
zabiegany Wołomin
zabiegany Wołomin